Dlaczego więc Urząd Gminy w Polkowicach nie szczędzi grosza na potężną machinę promocyjną? Odpowiedź wydaje się banalnie prosta, gdy zdejmie się z tych zapowiedzi grubą warstwę PR-owego lukru. Całe to wielkie, rzekomo „wspólnotowe” święto zostało, jak to zwykle bywa, podpięte pod lans „pierwszego obywatela gminy”. Wszystko musi błyszczeć, ale blask ma padać przede wszystkim na burmistrza Wiesława Wabika. Szczytem tej promocyjnej pokazówki była niedawna konferencja prasowa zorganizowana z pompą w sprawie Dni Polkowic. Kto na nią dotarł? Nie trzeba był złośliwym, aby stwierdzić, że obecnych było więcej urzędników i klakierów władzy niż faktycznych, niezależnych dziennikarzy. Wyglądało to raczej na odprawę partyjno-urzędniczą niż realne spotkanie z mediami.
Urząd z dumą chwali się także wywiadami, zapowiedziami i planowanymi transmisjami w ogólnopolskich mediach, w tym na żywo w TVP Sport, która pokaże Puchar Polski Strongman. Sukces? Owszem, medialny. Szkoda tylko, że w tych pełnych zachwytu komunikatach magistrat zapomniał dodać jednego, drobnego szczegółu: ogólnopolskie media nie robią takich rzeczy za darmo. Promocja w mediach mainstreamowych i publicznych kosztuje, i to niemało, a rachunek za te „darmowe” laurki i minuty na antenie zapłacą oczywiście mieszkańcy Polkowic z własnych podatków. W tym miejscu warto uruchomić pamięć i zapytać: jak to właściwie było z wydatkami na promocję i media jeszcze nie tak dawno temu? Kiedy Wiesław Wabik oraz całe dzisiejsze zaplecze z PdMP Plus (My Polkowiczanie, Lepsze Polkowice) siedzieli w ławach opozycji, każda złotówka wydana przez poprzedniego burmistrza, Łukasza Puźnieckiego, na artykuły sponsorowane czy promocję w regionie była oglądana z trzech stron. Wtedy grzmiało się o „marnotrawieniu publicznych pieniędzy”, „kupowaniu przychylności dziennikarzy” i „pompach medialnych”.
Dzisiaj? Dzisiaj, jak widać, punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Praktyki, które kiedyś piętnowano, dziś stały się standardem zarządzania gminą. Co więcej, machina promocyjna rozrosła się do takich rozmiarów, że umowy na promocję w mediach podpisują już nie tylko urząd czy Centrum Kultury, ale nawet pierwsza spółka wodna w gminie (choć nie PGM). Czyżby polkowicki basen potrzebował aż takiego medialnego wsparcia i budowania wizerunku w lokalnych portalach? Czy to po prostu kolejny elegancki kanał do transferowania publicznych pieniędzy, by te przypadkiem nie napisały czegoś krytycznego?
Najważniejsze jednak w tej całej politycznej układance jest to, że Wiesław Wabik doskonale wie, jak zabezpieczyć swoje tyły. Obecny burmistrz może dziś liczyć na lojalność i wdzięczność wielu tych, którzy swój faktyczny byt w lokalnej polityce oraz intratne stanowiska zawdzięczają... byłemu burmistrzowi Łukaszowi Puźnieckiemu. Karuzela stanowisk się kręci, dawni krytycy nagle milkną, zachwyceni nową „formułą” Dni Polkowic, a mieszkańcom pozostaje jedynie oglądać drogie transmisje i uśmiechnięte twarze włodarzy.
Dni Polkowic bez wątpienia będą udane, bo z takim budżetem i takimi artystami trudno o klapę. Niesmak jednak pozostaje, bo pod płaszczykiem „święta mieszkańców” po raz kolejny zafundowano nam po prostu festiwal wyborczego lansu na koszt podatnika. Podatnika, który zapłaci za artystów, za urzędników na konferencji i za faktury wystawione przez telewizję.










Napisz komentarz
Komentarze