Przejdź do głównych treściPrzejdź do głównego menu
wtorek, 26 maja 2026 20:37
Polkowice

Czego nie potrafi radny, na tym zarobi prezes? Finansowe łamigłówki „Midasów” lokalnej władzy

Przejrzystość życia publicznego to fundament demokracji, powtarzają jak mantrę politolodzy. W teorii każdy urzędnik, radny czy prezes komunalnej spółki ma obowiązek spowiadać się przed mieszkańcami z każdej zarobionej złotówki, kupionego mieszkania czy leasingowanego samochodu. Służą do tego oświadczenia majątkowe. W praktyce jednak dla niektórych lokalnych decydentów to coroczne zadanie urasta do rangi równej obronie pracy doktorskiej z wyższej matematyki. Szczególnie gdy dotyczy to ludzi, którzy z rąk politycznych decydentów otrzymują klucze do zarządzania milionami z kieszeni podatników.

Oświadczenia majątkowe samorządowców nie są wymysłem znudzonych urzędników. To jedyne narzędzie, które pozwala mieszkańcom kontrolować, czy ludzie u władzy nie bogacą się w sposób podejrzany lub nie wchodzą w jawny konflikt interesów. Wypełnienie kilku stron tabeli wydaje się prostym testem na elementarną rzetelność. Niestety, polkowicki Biuletyn Informacji Publicznej (BIP) regularnie udowadnia, że to, co proste dla przeciętnego podatnika rozliczającego roczny PIT, dla wybranych reprezentantów narodu staje się barierą nie do przejścia. Modelowym wręcz przykładem tej specyficznej niemocy jest Paweł Kowalski, były polkowicki radny. Analiza jego publicznej aktywności w BIP-ie to fascynująca lektura, w której słowo „korekta” odmieniane jest przez wszystkie możliwe przypadki. Lista poprawek w oświadczeniach majątkowych (co doskonale widać w oficjalnych rejestrach) ciągnie się niemal bez końca. Można odnieść wrażenie, że prawidłowe wpisanie własnego stanu posiadania przerosło byłego rajcę kilkukrotnie. Skoro prozaiczne, coroczne formularze stanowiły tak gigantyczne wyzwanie logistyczne, logicznym wydawałoby się, że taka osoba powinna trzymać się od skomplikowanych finansów z daleka. W Polkowicach logika rządzi się jednak własnymi prawymi.

Zamiast politycznej ławki rezerwowych lub powrotu do prywatnego biznesu, Paweł Kowalski objawił się jako prawdziwy „Midas” polkowickich spółek. Człowiek, który seryjnie produkował korekty do własnych oświadczeń majątkowych, płynnie przeskoczył na fotel zarządzającego kluczową spółką miejską. Dziś stoi na czele polkowickiego Aquaparku, instytucji, która generuje ogromne koszty, ale i spore oczekiwania mieszkańców. To awans, który u wielu budzi uzasadniony niepokój. Zarządzanie wielomilionowym budżetem, przetargami, skomplikowaną infrastrukturą i zespołem ludzkim wymaga, precyzji i przede wszystkim bezbłędnej orientacji w cyfrach. Skoro jako radny pan Kowalski musiał co chwilę poprawiać dokumenty dotyczące własnego portfela, pojawia się fundamentalne pytanie: jak poradzi sobie z bilansami spółki prawa handlowego, gdzie błędy kosztują setki tysięcy złotych i obciążają budżet miasta?

Mieszkańcy Polkowic, zmęczeni lokalnymi układami i rotacją tych samych twarzy na intratnych stanowiskach, z wielkim utęsknieniem i nieskrywaną ciekawością czekają na oficjalne wyniki finansowe Aquaparku pod nowym kierownictwem. To one będą ostatecznym sprawdzianem dla polkowickiego „Midasa”: czy wszystko, czego dotknie, zamieni w złoto, czy wręcz przeciwnie. Oby tylko się nie okazało, że oficjalne raporty finansowe miejskiej spółki będą wymagały tylu samych aneksów, poprawek i sprostowań, co dawne oświadczenia majątkowe jej obecnego prezesa. Publiczne pieniądze nie znoszą bowiem amatorszczyzny, a mieszkańcy mają prawo wiedzieć, czy Aquapark wypłynie na szerokie wody, czy też utonie w długach, maskowanych kolejnymi „korektami”.


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze