Wszystko zaczęło się dość niewinnie w grudniu zeszłego roku. To właśnie wtedy Mateusz i Konrad otrzymali zaproszenie na 30. urodziny swoich przyjaciół, które mają odbyć się w malowniczych Włoszech. Dla większości osób oznaczałoby to rezerwację biletów lotniczych lub pakowanie walizek do samochodu. Jednak dla dwóch pasjonatów sportu i aktywnego trybu życia, narodził się wtedy zgoła inny, z perspektywy czasu szalony pomysł: „A może pojedziemy tam na rowerach?”.
Choć na co dzień obaj mężczyźni twardo stąpają po ziemi i ciężko pracują, do realizacji tej wizji podeszli z pełną powagą. Mateusz na co dzień dba o bezpieczeństwo swoich kolegów ponad 1200 metrów pod ziemią w kopalni, a w weekendy studiuje na Uniwersytecie Ekonomicznym we Wrocławiu. Konrad to z kolei utytułowany pięściarz, wielokrotny medalista mistrzostw Polski w boksie (zarówno na ringu amatorskim, jak i zawodowym), który obecnie trenuje młodzież i pracuje jako automatyk w branży górniczej. Połączenie górniczej dyscypliny i sportowego zacięcia okazało się idealnym fundamentem pod trwające od miesięcy przygotowania.
Wyprawa zyskała zupełnie nowy, głębszy wymiar w kwietniu tego roku. Podczas rodzinnego obiadu Mateusz usłyszał historię o kimś, kto podobny rajd połączył ze wsparciem domu dziecka. Niedługo potem, jadąc na uczelnię, dostrzegł billboard Fundacji Cancer Fighters, a w sieci ruszyła akcja „Diss na Raka”.
„Dla mnie był to kolejny sygnał, że właśnie w tym kierunku powinniśmy pójść” – wspomina Mateusz.
Szybki kontakt z fundacją i ogromne wsparcie ze strony Pani Magdaleny Jaworskiej sprawiły, że sportowe wyzwanie oficjalnie stało się zbiórką charytatywną na rzecz dzieci i osób zmagających się z chorobą nowotworową.
(link do zbiórki: TUTAJ
Plan zakłada start 29 maja i zameldowanie się na mecie w Pescii dokładnie 5 czerwca. Średnia odległość, jaką cykliści będą musieli pokonać każdego dnia, to blisko 180 kilometrów. Co ciekawe, logistyka wyprawy opiera się w zasadzie wyłącznie na wierze we własne siły i elastyczności. Przyjaciele nie mają szczegółowo zaplanowanych noclegów ani sztywnego podziału kilometrów na poszczególne dni. Wszystko zamierzają korygować na bieżąco, w zależności od humoru aury, profilu trasy oraz kondycji własnych organizmów.
Co wzbudza największy podziw, to fakt, że lubinianie jadą całkowicie samodzielnie. Za ich plecami nie pojedzie żaden samochód techniczny wypełniony częściami zamiennymi, nie ma też mowy o profesjonalnym wsparciu logistycznym czy prywatnym serwisie. Cały potrzebny ekwipunek zabierają ze sobą. Na trasie będą zdani wyłącznie na siebie, swoje maszyny i potężną dawkę motywacji.
Mateusz Dziedzic i Konrad Czajkowski udowadniają, że pasja do sportu potrafi nie tylko przełamywać własne bariery, ale przede wszystkim nieść realną pomoc tym, którzy toczą najważniejszą walkę, walkę o zdrowie i życie. Choć przed nimi morderczy wysiłek, podkreślają, że bez zaangażowania innych ludzi cel charytatywny nie zostanie osiągnięty.
Wyprawę i codzienne zmagania dolnośląskich podróżników będzie można śledzić na bieżąco w mediach społecznościowych. Relacje z trasy będą publikowane na Instagramie (@maate_uniu, @konradczk) oraz na TikToku (@mateusz.dziedzc, @czaja_boxing). Organizatorzy gorąco apelują o wsparcie: każda wpłata na rzecz Fundacji Cancer Fighters, a także każde udostępnienie informacji o zbiórce w sieci, to dodatkowy wat w nogach tych dwóch ambitnych chłopaków. Trzymamy kciuki za bezpieczną drogę i powodzenie tej wyjątkowej misji!

Napisz komentarz
Komentarze